– Jeśli jeszcze raz powiesz mi, że to ma „dobrą energię”, wysiądę i dam się rozjechać pociągowi relacji Piwniczna-Krynica – mruknął Leo, ostro ścinając zakręt na morderczym, stromym odcinku drogi wojewódzkiej DW971.
Opony starego, czarnego BMW zaryczały na rozgrzanym asfalcie, balansując na krawędzi głębokiego jaru, na dnie którego przetaczały się czarne, spienione wody Popradu. Leo skrzywił się, gdy w prawym kolanie – pamiątce po zerwanych więzadłach z czasów, gdy jako obrońca twardo rozstawiał rywali po bandach – uderzyła fala tępego bólu. Maja zaśmiała się drapieżnie, głęboko zaciągając się papierosem i strzepując popiół prosto na tapicerkę, ignorując fakt, że właśnie minęli tablicę informującą o wjeździe w strefę ochrony uzdrowiskowej A. Pędzili przez mrok, w którym asfalt szosy DW971 wił się jak wściekły wąż. Ta droga od zawsze budziła respekt – stroma, zdradliwa, regularnie nawiedzana przez lawiny błotne i katastrofalne osuwiska ziemi, które po każdej większej ulewie demolowały infrastrukturę i odcinały Żegiestów od reszty świata, grzebiąc pod zwałami błota marzenia o idealnym, spokojnym kurorcie.
📖 Czytaj dalej – Wersja podstawowa
▼
Poznaj dalszy ciąg historii w wersji dostępnej dla wszystkich czytelników.
Kontynuuj Rozdział 1 →
🔞 Czytaj dalej – Wersja dla dorosłych
▼
Rozszerzona wersja rozdziału z mocniejszym językiem i scenami przeznaczonymi wyłącznie dla pełnoletnich czytelników.
Mam ukończone 18 lat →